Discussion:
godzina rozpoczecia i zakonczenia pracy
(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
Konto
2009-03-04 15:18:55 UTC
Witam, sytuacja wyglada tak:
przychodze do pracy, wpisuje sie na liste, ide do drugiego budynku po klucz
na portiernie, wracam do siebie, otwieram pomieszczenie, rozbieram sie,
jestem gotowy.
Z konczeniem to samo - pozamykac, odniesc klucz.
Wedrowki z kluczem zabieraja kilka-kilkanascie minut.

Pytanie:
czy te wedrowki po klucz wliczaja mi sie do czasu pracy, czy nie?
chwila rozpoczecia pracy bedzie wiec moment wpisu na liste, czy dopiero
moment, w ktorym zasiadam przy biurku?
tak samo z zakonczeniem pracy - odnoszenia klucza wlicza mi sie do czasu
pracy, czy juz nie?

pzdr
Adam Płaszczyca
2009-03-04 17:04:44 UTC
Post by Konto
czy te wedrowki po klucz wliczaja mi sie do czasu pracy, czy nie?
Wliczają się.
Post by Konto
chwila rozpoczecia pracy bedzie wiec moment wpisu na liste, czy dopiero
moment, w ktorym zasiadam przy biurku?
Od momentu stawienia się do pracy.
Post by Konto
tak samo z zakonczeniem pracy - odnoszenia klucza wlicza mi sie do czasu
pracy, czy juz nie?
Wlicza się.
--
___________ (R)
/_ _______ Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
___/ /_ ___ ul. Na Szaniec 23/70 31-560 Kraków (012 378 31 98)
_______/ /_ GG: 3524356
___________/ Wywoływanie slajdów http://trzypion.pl/
Herald
2009-03-06 10:50:03 UTC
Post by Adam Płaszczyca
Post by Konto
czy te wedrowki po klucz wliczaja mi sie do czasu pracy, czy nie?
Wliczają się.
:)
Post by Adam Płaszczyca
Post by Konto
chwila rozpoczecia pracy bedzie wiec moment wpisu na liste, czy dopiero
moment, w ktorym zasiadam przy biurku?
Od momentu stawienia się do pracy.
Z chwilą kiedy jest do dyspozycji pracodawcy.
Wpada facet za 2 minuty 8, chwyta długopis i się podpisuje na liście
obecności. Dopiero w następnej kolejności udaje się do szatni....wszystko z
gracją ... przebiera się w drelichy ... potem idzie na świetlicę i musi
"pierdolnąć małą czarną" wszak dzień bez kawy jest dniem straconym. Trwa to
jakieś 20 minut ... a pracodawca?
A chuj z nim - niech czeka aż się pracownik przygotuje ...
Przy okazji czeka na takiego pracownika kilku innych pracowników, ponieważ
zespół wyjeżdża w teren .. i ten "ostatni"; by musiał popierdalać pieszo
kilkadziesiąt kilometrów.
Post by Adam Płaszczyca
Post by Konto
tak samo z zakonczeniem pracy - odnoszenia klucza wlicza mi sie do czasu
pracy, czy juz nie?
Wlicza się.
Eeee tam - od 8 do 16 (przykład) pracownik ma być gotowy do wykonania
polecenia pracodawcy, a nie że o 15:30 idzie pod prysznic bo się musi
okąpać. Za te godziny ma płacone i tu nie ma tematu, ma być do dyspozycji
pracodawcy. Chyba że pracodawca pozwoli mu wcześniej odnosić klucz.
Noe Bat
2009-03-06 11:14:47 UTC
Post by Herald
Post by Adam Płaszczyca
Post by Konto
tak samo z zakonczeniem pracy - odnoszenia klucza wlicza mi sie do czasu
pracy, czy juz nie?
Wlicza się.
Eeee tam - od 8 do 16 (przykład) pracownik ma być gotowy do wykonania
polecenia pracodawcy, a nie że o 15:30 idzie pod prysznic bo się musi
okąpać. Za te godziny ma płacone i tu nie ma tematu, ma być do dyspozycji
pracodawcy. Chyba że pracodawca pozwoli mu wcześniej odnosić klucz.
Prysznic jest górnikowi niezbędny do wyjścia na ulicę a umycie rąk niezbędne lekarzowi do wykonania operacji. A z tym noszeniem klucza to już w ogóle nie rozumiem. Klucz wyłącznie realizacji potrzeb pracodawcy służy, pracownik nic z niego nie ma.
Herald
2009-03-06 12:28:01 UTC
Post by Noe Bat
Post by Herald
Post by Adam Płaszczyca
Post by Konto
tak samo z zakonczeniem pracy - odnoszenia klucza wlicza mi sie do czasu
pracy, czy juz nie?
Wlicza się.
Eeee tam - od 8 do 16 (przykład) pracownik ma być gotowy do wykonania
polecenia pracodawcy, a nie że o 15:30 idzie pod prysznic bo się musi
okąpać. Za te godziny ma płacone i tu nie ma tematu, ma być do dyspozycji
pracodawcy. Chyba że pracodawca pozwoli mu wcześniej odnosić klucz.
Prysznic jest górnikowi niezbędny do wyjścia na ulicę
No właśnie - jak napisałeś jest niezbędny górnikowi, ale już nie jest to
wykonywanie polecenia pracodawcy.
Czy swoim przykładem chcesz powiedzieć że pracodawca ma płacić pracownikom
za to że oni w czasie godzin pracy czynią higienę osobistą?
Zerknij łaskawie do KP i na art. 128 - potem możemy zacząć polemikę.
Post by Noe Bat
a umycie rąk niezbędne lekarzowi do wykonania operacji.
To i owszem - jest to czynność którą zgodnie ze sztuką branżową należy
wykonać. To jest czynność związana z wykonywaniem pracy.
Post by Noe Bat
A z tym noszeniem klucza to już w ogóle nie rozumiem.
Nie moja wina :)
Post by Noe Bat
Klucz wyłącznie realizacji potrzeb pracodawcy służy, pracownik nic
z niego nie ma.
Niech pracownik wobec tego przychodzi w ubraniu roboczym do pracy - nie
będzie problemu z przebieraniem się.
Wszak pracodawca nie będzie dla otwierania drzwi szatni (czy portierni jak
to nazwał autor) zatrudniał kolejnego pracownika.
Sprawa jest jasna - pracownik od tej 7 ma być zdolny do wykonania polecenia
pracodawcy. oczywiście stosując przepisy BHP ma być w ubraniu
roboczym/ochronnym, w odpowiednim obuwiu itp.
Baloo
2009-03-06 13:04:38 UTC
Post by Herald
Niech pracownik wobec tego przychodzi w ubraniu roboczym do pracy - nie
będzie problemu z przebieraniem się.
Wszak pracodawca nie będzie dla otwierania drzwi szatni (czy portierni jak
to nazwał autor) zatrudniał kolejnego pracownika.
Sprawa jest jasna - pracownik od tej 7 ma być zdolny do wykonania polecenia
pracodawcy. oczywiście stosując przepisy BHP ma być w ubraniu
roboczym/ochronnym, w odpowiednim obuwiu itp.
Bzdury wymyślasz. Wszelkie czynności związane bezpośrednio z obowiązkami
pracownika oraz niezbędne do ich wykonania są tak samo wliczane do godzin
pracy, jak i samo ich wykonywanie. Np. czas przed otwarciem sklepu, gdy
pracownik przygotowuje się do pracy, jak również czas po zamknięciu,
również jest jego czasem pracy. To samo tyczy się innych przygotowań
(przebrania w ciuchy robocze, załadowanie samochodu, przygotowanie
stanowiska pracy itp). Nie wiem skąd przychodzą Ci do głowy pomysły, że to
nie jest czas pracy. Powiem Ci, że do czasu pracy wlicza się nawet przerwy
na lunch i wyjście do ubikacji :>
Herald
2009-03-06 13:34:06 UTC
Post by Baloo
Post by Herald
Niech pracownik wobec tego przychodzi w ubraniu roboczym do pracy - nie
będzie problemu z przebieraniem się.
Wszak pracodawca nie będzie dla otwierania drzwi szatni (czy portierni jak
to nazwał autor) zatrudniał kolejnego pracownika.
Sprawa jest jasna - pracownik od tej 7 ma być zdolny do wykonania polecenia
pracodawcy. oczywiście stosując przepisy BHP ma być w ubraniu
roboczym/ochronnym, w odpowiednim obuwiu itp.
Bzdury wymyślasz.
:)
Post by Baloo
Wszelkie czynności związane bezpośrednio z obowiązkami
pracownika oraz niezbędne do ich wykonania są tak samo wliczane do godzin
pracy, jak i samo ich wykonywanie.
Absolutnie się zgadzam.
Post by Baloo
To samo tyczy się innych przygotowań (przebrania w ciuchy robocze,
Nie chce mi się już powtarzać po raz enty tego samego.
Post by Baloo
załadowanie samochodu, przygotowanie stanowiska pracy itp).
To jest czynność związana z pracą - zalicza się do czasu pracy.
Post by Baloo
Nie wiem skąd przychodzą Ci do głowy pomysły, że to nie jest czas pracy.
Bo kurwa - wisi mi czy facet (babka) będzie się kąpał, depilował, golił
jaja (pizdeczkę) - niech to robi po pracy a nie w czasie kiedy mu (jej) za
to płacę).
Będąc przy tym temacie, zmiana kończy się o 15, a facet polazł do szatni i
łaźni o 14:20 - twierdzi że musi się przygotować do wyjścia z pracy .... no
cóż zezwalasz mu bo tak powiedział pracownik a Ty wychodzisz z założenia że
to jest OK. Do zakładu przyjeżdza transport materiałów ... co zrobisz ...
rozładujesz sam kiedy do tej czynności potrzeba np. 5 pracowników (wszyscy
poszli się kąpać!!)? Czy też wchodzisz do łaźni i wydajesz polecenie
pracownikom że mają rozładować transport?
Post by Baloo
Powiem Ci, że do czasu pracy wlicza się nawet przerwy na lunch
U mnie nazywa się to freestich :)
I przy dniówce ponad 6 godzin na dobę, wynosi ono 15 minut. Zgodzisz się z
tym?
Post by Baloo
i wyjście do ubikacji :>
:)
Ile takich wyjść byłbyś w stanie "znieść" jako pracodawca w ciągu dniówki
(8 godzin)? Pytam tak z ciekawości ... bynajmniej nie mam na myśli
zabronienia pracownika odeszczania się czy walnięcia klocka :)
Czy np. 2 wyjścia byłyby w sam raz? Czy może 5 albo 20?
Asmodeusz
2009-03-08 18:33:12 UTC
Post by Herald
Niech pracownik wobec tego przychodzi w ubraniu roboczym do pracy - nie
będzie problemu z przebieraniem się.
Wszak pracodawca nie będzie dla otwierania drzwi szatni (czy portierni jak
to nazwał autor) zatrudniał kolejnego pracownika.
Sprawa jest jasna - pracownik od tej 7 ma być zdolny do wykonania polecenia
pracodawcy. oczywiście stosując przepisy BHP ma być w ubraniu
roboczym/ochronnym, w odpowiednim obuwiu itp.
No przecież jest gotowy i wykonuje polecenie "codziennie rano idz po
klucz". Przeciez sam sobie tego biegania nie wymyślił dla swojego
widzimisię.
Tomasz Kaczanowski
2009-03-09 07:11:29 UTC
Post by Asmodeusz
Post by Herald
Niech pracownik wobec tego przychodzi w ubraniu roboczym do pracy - nie
będzie problemu z przebieraniem się.
Wszak pracodawca nie będzie dla otwierania drzwi szatni (czy portierni jak
to nazwał autor) zatrudniał kolejnego pracownika.
Sprawa jest jasna - pracownik od tej 7 ma być zdolny do wykonania polecenia
pracodawcy. oczywiście stosując przepisy BHP ma być w ubraniu
roboczym/ochronnym, w odpowiednim obuwiu itp.
No przecież jest gotowy i wykonuje polecenie "codziennie rano idz po
klucz". Przeciez sam sobie tego biegania nie wymyślił dla swojego
widzimisię.
No - chodzenie po klucz to juz praca, bo to przyotowanie stanowiska
pracy, ktore powinno byc albo przygotowane przez pracodawce, albo
przygotowanie takowego nalezy do obowiazkow pracownika, czyli jest juz
praca.
--
Kaczus/Pegasos User
http://kaczus.republika.pl
nie zapomnij zamówić Total Amigi (Polska Edycja)
http://www.ppa.pl/totalamiga/#zamowienia
Jurek M
2009-03-11 18:51:44 UTC
Użytkownik "Tomasz Kaczanowski" <***@niechcespamu.poczta.onet.pl> napisał w
wiadomości
No przecież jest gotowy i wykonuje polecenie "codziennie rano idz po klucz".
Przeciez sam sobie tego biegania nie wymyślił dla swojego widzimisię.
No - chodzenie po klucz to juz praca, bo to przyotowanie stanowiska pracy,
ktore powinno byc albo przygotowane przez pracodawce, albo przygotowanie
takowego nalezy do obowiazkow pracownika, czyli jest juz praca.
Gdyby było inaczej, to gdyby szef w trakcie spaceru pracownika po klucz,
napotkał go i wydał mu polecenie, żeby jednak po ten klucz nie szedł, to on
miałby prawo zignorować polecenie i iść po klucz. ;)

Jurek M.
Herald
2009-03-06 11:05:58 UTC
Post by Adam Płaszczyca
Post by Konto
czy te wedrowki po klucz wliczaja mi sie do czasu pracy, czy nie?
Wliczają się.
:)
Post by Adam Płaszczyca
Post by Konto
chwila rozpoczecia pracy bedzie wiec moment wpisu na liste, czy dopiero
moment, w ktorym zasiadam przy biurku?
Od momentu stawienia się do pracy.
Z chwilą kiedy jest do dyspozycji pracodawcy.
KP art 128 §1

Wpada facet za 2 minuty 8, chwyta długopis i się podpisuje na liście
obecności. Dopiero w następnej kolejności udaje się do szatni....wszystko z
gracją ... przebiera się w drelichy ... potem idzie na świetlicę i musi
"pierdolnąć małą czarną" wszak dzień bez kawy jest dniem straconym. Trwa to
jakieś 20 minut ... a pracodawca?
A chuj z nim - niech czeka aż się pracownik przygotuje ...
Przy okazji czeka na takiego pracownika kilku innych pracowników, ponieważ
zespół wyjeżdża w teren .. i ten "ostatni"; by musiał popierdalać pieszo
kilkadziesiąt kilometrów.
Post by Adam Płaszczyca
Post by Konto
tak samo z zakonczeniem pracy - odnoszenia klucza wlicza mi sie do czasu
pracy, czy juz nie?
Wlicza się.
Eeee tam - od 8 do 16 (przykład) pracownik ma być gotowy do wykonania
polecenia pracodawcy, a nie że o 15:30 idzie pod prysznic bo się musi
okąpać. Za te godziny ma płacone i tu nie ma tematu, ma być do dyspozycji
pracodawcy. Chyba że pracodawca pozwoli mu wcześniej odnosić klucz.
Jotte
2009-03-05 13:49:31 UTC
Post by Konto
przychodze do pracy, wpisuje sie na liste, ide do drugiego budynku po
klucz na portiernie, wracam do siebie, otwieram pomieszczenie,
rozbieram sie, jestem gotowy.
Z konczeniem to samo - pozamykac, odniesc klucz.
Wedrowki z kluczem zabieraja kilka-kilkanascie minut.
czy te wedrowki po klucz wliczaja mi sie do czasu pracy, czy nie?
chwila rozpoczecia pracy bedzie wiec moment wpisu na liste, czy dopiero
moment, w ktorym zasiadam przy biurku?
tak samo z zakonczeniem pracy - odnoszenia klucza wlicza mi sie do czasu
pracy, czy juz nie?
To moze byc róznie traktowane.
Przyklad. Rozpoczynam wyklad o 8:00. Ale zeby go rozpoczac musze wziac klucz
do sali, otworzyc szafe i pobrac materialy, uruchomic system, skontrolowac
sprawnosc itp. Musze to zrobic wczesniej, bo o 8 to juz wyklad sie ma
zaczac. Musze takze pewne czynnosci wykonac po zakonczeniu zajec. Dopiero
potem oddaje klucze i podpisuje liste. Czynnosci te sa jednak niejako
przypisane do przeprowadzenia wykladu, podobnie zreszta jak przygotowanie
sie do niego, co robie w domu.
Np. czas potrzebny na dotarcie do pracy i powrót z niej nie jest wliczany do
czasu pracy.
Inny przyklad. Pracownik przebiera sie w ubiór roboczy, a po pracy ponownie
zaklada ubranie "cywilne" (niektórzy nawet sie przedtem myja!). Ale to nie
jest obowiazkowe. Czy to jest wiec czas pracy?

Wchodzi tu w gre art. 128 §1 KP.
Pomocniczo:
http://42.pl/u/1y7x
http://www.wip.pl/www/poradadnia.php?news=601&page=1
--
Jotte
Noe Bat
2009-03-05 20:44:30 UTC
Post by Jotte
To moze byc róznie traktowane.
Przyklad. Rozpoczynam wyklad o 8:00. Ale zeby go rozpoczac musze wziac klucz
do sali, otworzyc szafe i pobrac materialy, uruchomic system, skontrolowac
sprawnosc itp. Musze to zrobic wczesniej, bo o 8 to juz wyklad sie ma
zaczac. Musze takze pewne czynnosci wykonac po zakonczeniu zajec. Dopiero
potem oddaje klucze i podpisuje liste. Czynnosci te sa jednak niejako
przypisane do przeprowadzenia wykladu, podobnie zreszta jak przygotowanie
sie do niego, co robie w domu.
Telepraca ???
Post by Jotte
Np. czas potrzebny na dotarcie do pracy i powrót z niej nie jest wliczany do
czasu pracy.
A móglby.
Post by Jotte
Inny przyklad. Pracownik przebiera sie w ubiór roboczy, a po pracy ponownie
zaklada ubranie "cywilne" (niektórzy nawet sie przedtem myja!). Ale to nie
jest obowiazkowe. Czy to jest wiec czas pracy?
Sluzba ?
Kaizen
2009-03-07 11:57:25 UTC
Pieknego dnia Wed, 04 Mar 2009 16:18:55 +0100, Konto
Post by Konto
czy te wedrowki po klucz wliczaja mi sie do czasu pracy, czy nie?
Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego to czas od zajęcia stanowiska
pracy do jego opuszczenia.
Duża różnica jest w wielkich przedsiębiorstwach (np. huty) gdzie od
wejścia przez bramę mija kilkadziesiąt minut do zajęcia stanowiska -
podróż wewnętrznym autobusem, przebranie itd.
SN orzekł, że czas dotarcia od bramy do stanowiska pracy nie wlicza
się do czasu pracy.
--
Pozdrawiam,
Kaizen ***@cbpmgn.sz zanim zapytasz odwiedź www.google.com
GG 2122; ICQ#: 64457775 e-mail Rot13 coded
If you cannot make sth good, make it looking good. - Bill Gates
Jotte
2009-03-07 15:57:27 UTC
Post by Kaizen
Post by Konto
czy te wedrowki po klucz wliczaja mi sie do czasu pracy, czy nie?
Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego to czas od zajęcia stanowiska
pracy do jego opuszczenia.
Duża różnica jest w wielkich przedsiębiorstwach (np. huty) gdzie od
wejścia przez bramę mija kilkadziesiąt minut do zajęcia stanowiska -
podróż wewnętrznym autobusem, przebranie itd.
SN orzekł, że czas dotarcia od bramy do stanowiska pracy nie wlicza
się do czasu pracy.
Skoro wg tego orzecznictwa czas ten nie jest czasem pracy i nie jest
opłacany to oznacza, że pracownik nie pozostaje w dyspozycji pracodawcy.
Wnioskuję stąd, że nie podlega wówczas pracodawcy, który nie może wydawać mu
wówczas poleceń itp.
Tak?
--
Jotte
Kaizen
2009-03-08 21:07:48 UTC
Pieknego dnia Sat, 7 Mar 2009 16:57:27 +0100, "Jotte"
Post by Jotte
Skoro wg tego orzecznictwa czas ten nie jest czasem pracy i nie jest
opłacany to oznacza, że pracownik nie pozostaje w dyspozycji pracodawcy.
Nie pozostaje do dyspozycji. Nie stawił się jeszcze na stanowisku
pracy i nie może jej wykonywać.
Co pracodawcy z kasjera, który siedzi na kawie, wprawdzie w tym samych
centrum handlowym, ale na drugim jego końcu czy z operatora koparki,
który jest 1500 m od swojej koparki?
--
Pozdrawiam,
Kaizen ***@cbpmgn.sz zanim zapytasz odwiedź www.google.com
GG 2122; ICQ#: 64457775 e-mail Rot13 coded
If you cannot make sth good, make it looking good. - Bill Gates
Jotte
2009-03-08 21:15:13 UTC
Post by Kaizen
Post by Jotte
Skoro wg tego orzecznictwa czas ten nie jest czasem pracy i nie jest
opłacany to oznacza, że pracownik nie pozostaje w dyspozycji pracodawcy.
Nie pozostaje do dyspozycji. Nie stawił się jeszcze na stanowisku
pracy i nie może jej wykonywać.
Ładne cięcie.
Ale nic z tego.
Czy pracownikowi, który - jak twierdzisz - nie pozostaje w dyspozycji
pracodawcy w czasie np. zakładania ubrania roboczego albo przemarszu z
szatni do maszyny pracodawca może wydać polecenie służbowe?
--
Jotte
Kaizen
2009-03-09 00:46:43 UTC
Pieknego dnia Sun, 8 Mar 2009 22:15:13 +0100, "Jotte"
Post by Jotte
Czy pracownikowi, który - jak twierdzisz - nie pozostaje w dyspozycji
pracodawcy w czasie np. zakładania ubrania roboczego albo przemarszu z
szatni do maszyny pracodawca może wydać polecenie służbowe?
Może - tak samo jak spotkanemu na ulicy w niedzielę albo takiemu,
który właśnie przyszedł do kadr przynieść zwolnienie lekarskie.

Pracownik nie stawił się na stanowisku pracy - zatem nie podjął pracy.

Chcesz podyskutować - troll.pl
Chcesz podważyć - odwołaj się do Trybunału Europejskiego od takich orzeczeń SN

EOT
--
Pozdrawiam,
Kaizen ***@cbpmgn.sz zanim zapytasz odwiedź www.google.com
GG 2122; ICQ#: 64457775 e-mail Rot13 coded
If you cannot make sth good, make it looking good. - Bill Gates
Jotte
2009-03-09 01:48:03 UTC
Post by Kaizen
Post by Jotte
Czy pracownikowi, który - jak twierdzisz - nie pozostaje w dyspozycji
pracodawcy w czasie np. zakładania ubrania roboczego albo przemarszu z
szatni do maszyny pracodawca może wydać polecenie służbowe?
Może - tak samo jak spotkanemu na ulicy w niedzielę albo takiemu,
który właśnie przyszedł do kadr przynieść zwolnienie lekarskie.
Głupstwa gadasz.
Może mu jeszcze pod oknem w nocy wykrzyczy?
Post by Kaizen
Chcesz podyskutować - troll.pl
Zajrzałem na kretyn.pl ale masz tam bana.
Post by Kaizen
Chcesz podważyć - odwołaj się do Trybunału Europejskiego od takich orzeczeń SN
Żadnego orzecznictwa nie podałeś.
Każdy może się usiłować takimi gadkami, więc nie bądź śmieszny.
Albo bądź, co za różnica?
Post by Kaizen
EOT
To dobrze. Nie będziesz głupot pisał, bo jeszcze ktoś uwierzy i sobie
zaszkodzi.
--
Jotte
Jurek M
2009-03-09 09:15:39 UTC
Użytkownik "Jotte" <***@wirtualna.spam.wypad.polska> napisał w wiadomości
news:gp1sgq$9h6
Post by Jotte
Post by Kaizen
Może - tak samo jak spotkanemu na ulicy w niedzielę albo takiemu,
który właśnie przyszedł do kadr przynieść zwolnienie lekarskie.
Głupstwa gadasz.
Może mu jeszcze pod oknem w nocy wykrzyczy?
Może wszystko. Wolno mu. Niech sobie krzyczy, pod warunkiem, że nie zakłóca
ciszy nocnej... ;)
Inna sprawa, w jaki sposób ustosunkuję się do tego.

Ale to już nie będzie miało formy polecenia służbowego, tylko prośby, którą mogę
rozpatrzyć pozytywnie lub nie.

Owszem, i mnie zdarzały się telefony od szefa (bardzo sporadycznie) np. o 21
wieczorem, czy mógłbym pojechać do klienta x, bo np. zawiesił się serwer
obsługujący wagę, a kolega, który obsługuje tego klienta był właśnie na
zwolnieniu lekarskim. I poprosił mnie. Gdybym nie zgodził się, pojechałby sam.
Za nadgodziny i dojazd miałem zapłacone zgodnie z ustaleniami. I było ok.

W innym przypadku, u innego pracodawcy (magazyn pracuje w godz 6-22), zdarzały
się telefony o różnych porach. Zgodnie z umową byłem do dyspozycji pracodawcy w
godz 8-16 pon-pią. A telefony, owszem dzwoniły po godzinach... I co? Z początku
(pierwsze 3 mies. pracy na okresie próbnym) godziłem się, traktując to (naiwnie)
jako inwestycję na przyszłość, podwyżki, premie...
Moje prognozy okazały się nietrafione ;).
Pierwszym krokiem było pozbycie się telefonu służbowego (miałem okazję
przekazania tel. nowo zatrudnionemu pracownikowi), następnym było nieodbieranie
tel. z firmy po godz. 16...
Ostatnim krokiem było rozwiązanie umowy o pracę z tą firmą w momencie, kiedy
mieli inwentaryzację połączoną z wdrażaniem nowego systemu erp...burdel mieli
niesamowity ;).

Jurek M.
Jotte
2009-03-09 21:23:34 UTC
Post by Jurek M
Post by Jotte
Post by Kaizen
Może - tak samo jak spotkanemu na ulicy w niedzielę albo takiemu,
który właśnie przyszedł do kadr przynieść zwolnienie lekarskie.
Głupstwa gadasz.
Może mu jeszcze pod oknem w nocy wykrzyczy?
Może wszystko. Wolno mu. Niech sobie krzyczy, pod warunkiem, że nie
zakłóca ciszy nocnej... ;)
Inna sprawa, w jaki sposób ustosunkuję się do tego.
Ja bym zadzwonił po straż miejską. :)
Post by Jurek M
Ale to już nie będzie miało formy polecenia służbowego, tylko prośby,
którą mogę rozpatrzyć pozytywnie lub nie.
Nie, no oczywiście, że tak.
Post by Jurek M
Owszem, i mnie zdarzały się telefony od szefa (bardzo sporadycznie) np.
o 21 wieczorem, czy mógłbym pojechać do klienta x, bo np. zawiesił się
serwer obsługujący wagę, a kolega, który obsługuje tego klienta był
właśnie na zwolnieniu lekarskim. I poprosił mnie. Gdybym nie zgodził
się, pojechałby sam. Za nadgodziny i dojazd miałem zapłacone zgodnie z
ustaleniami. I było ok.
Uczciwe reguły, nieprzekraczanie ich jednostronnie to komfort pracy, bardzo
cenny i chyba dość deficytowy.
Post by Jurek M
W innym przypadku, u innego pracodawcy (magazyn
pracuje w godz 6-22), zdarzały się telefony o różnych porach. Zgodnie z
umową byłem do dyspozycji pracodawcy w godz 8-16 pon-pią. A telefony,
owszem dzwoniły po godzinach... I co? Z początku (pierwsze 3 mies.
pracy na okresie próbnym) godziłem się, traktując to (naiwnie) jako
inwestycję na przyszłość, podwyżki, premie... Moje prognozy okazały się
nietrafione ;). Pierwszym krokiem było pozbycie się telefonu służbowego
(miałem okazję przekazania tel. nowo zatrudnionemu pracownikowi),
następnym było nieodbieranie tel. z firmy po godz. 16...
Ostatnim krokiem było rozwiązanie umowy o pracę z tą firmą w momencie,
kiedy mieli inwentaryzację połączoną z wdrażaniem nowego systemu
erp...burdel mieli niesamowity ;).
Miałem kiedyś taką sytuację. W pracy dobry układ, miła atmosfera,
zwierzchnik właściwie kumpel, wymieniliśmy się komórami (znaczy numerami
prywatnymi , służbowych nie było). Nie nadużywał tego nigdy. Ale potem
musiał odejść, została jednak jego sekretarka mająca mój numer. Przyszedł za
to nowy zwierzchnik. No i się zaczęło. Sytuacje zupełenie kuriozalne, np.
sobota jestem w drodze na jakiś weekendowy wypad, a tu telefon, że coś
potrzeba extra na poniedziałek. Olewam, oczywiście. W poniedziałek jakieś
pretensje. Olewam. Ale to nie jeden raz. Poza tym telefony w czasie
prywatnym z głupimi pytaniami.
Nie mogłem zmienić numeru, bo sporo osób zamawiających u mnie różne usługi
go znało, często dzwoniono z czyjegoś polecenia więc nie mogłem (czyt. nie
opłacało mi się) także nie odbierać nieznanych numerów. Uwagi nie działały,
zawsze sytuacja była "bardzo strasznie ważna".
Musiałem to przerwać i poszedłem po całości - odbierałem telefony ale jak
tylko usłyszałem coś niechcianego to się natychmiast rozłączałem. Odbyła się
rozmowa w tym temacie w czasie której przekazałem informację, że po pracy
dla pracodawcy mnie nie ma, jego telefony są niepożądane, z moją własnością
(telefon) robię co chcę, kiedy chcę i naciskam co chcę. Tak samo moją
własnością jest czas poza godzinami pracy. Fochy, obraza, itp. Olałem.
A potem on też odszedł, sekretarce kazałem o mój nr zapomnieć, a następcy na
pytanie o telefon powiedziałem krótko, że nie jestem zainteresowany
udostępnieniem kontaktu.
No i spokój.
--
Jotte
Jurek M
2009-03-10 08:05:43 UTC
Post by Jotte
Post by Jurek M
się, pojechałby sam. Za nadgodziny i dojazd miałem zapłacone zgodnie z
ustaleniami. I było ok.
Uczciwe reguły, nieprzekraczanie ich jednostronnie to komfort pracy, bardzo
cenny i chyba dość deficytowy.
Na początku zatrudnienia zawsze występuje 'próba sił' m. pracownikiem, a jego
przełożonym.
Zarówno jeden jak i drugi, testują na ile jeden w stosunku do drugiego mogą
sobie pozwolić.
Ja np. testowałem, jak bardzo mogę się 'spóźniać' do pracy, bo lubię mieć czas
ruchomy (widełki), w zależności od potrzeb danego dnia. No cóż, umowa
przewidywała czas pracy w godz. 8-16.
W końcu stanęło na tym, że w określone dni mogłem przyjść do firmy na drugą
zmianę, po 14, co było korzystne również dla pracodawcy.
Pewnych zasad nie da się zapisać w umowie i dlatego niektóre ustalenia przyjmują
formę umowy ustnej. I to w porządku, pod warunkiem trzymania się ustalonych
reguł.
Trafisz na chama bez zasad, wtedy jest to nie możliwe. Mało tego, dobrze wówczas
rejestrować wszystkie kontakty z takim osobnikiem. ;)
Post by Jotte
to nowy zwierzchnik. No i się zaczęło. Sytuacje zupełenie kuriozalne, np.
sobota jestem w drodze na jakiś weekendowy wypad, a tu telefon, że coś
potrzeba extra na poniedziałek. Olewam, oczywiście. W poniedziałek jakieś
pretensje. Olewam. Ale to nie jeden raz. Poza tym telefony w czasie prywatnym
z głupimi pytaniami.
W dużej mierze takie zachowanie (a właściwie brak zachowania) idzie w parze z
brakiem życia prywatnego (rodzinnego), innych zainteresowań, niezwiązanych z
pracą.
On tego po prostu nie czuł, że tak nie wypada, nie nalezy robić.
Przez moje życie zawodowe kilku takich typów się przewinęło, i to nie tylko w
relacji podwładny-przełożony, ale również klient-usługodawca.
Zdarzyło się raz, że klient wytrzasnął tel. stacjonarny i dzwoni po 22, bo
komórka nie odpowiadała, a on miał małe pytanko...hmmm...niby klient nasz Pan,
ale bez przesady. :)
Post by Jotte
Nie mogłem zmienić numeru, bo sporo osób zamawiających u mnie różne usługi go
znało, często dzwoniono z czyjegoś polecenia więc nie mogłem (czyt. nie
opłacało mi się) także nie odbierać nieznanych numerów. Uwagi nie działały,
zawsze sytuacja była "bardzo strasznie ważna".
Czy jest na to sposób? Może odpłacać upierdliwemu szefowi pięknym za nadobne? ;)
Dzwonić z byle pierdołą o różnych porach dnia i nocy...z tym, że on może nawet
nie zauważyć różnicy (skoro ma wyprany mózg...), bo cała doba to dla niego dzień
pracy. ;)
Post by Jotte
własnością jest czas poza godzinami pracy. Fochy, obraza, itp. Olałem.
A potem on też odszedł, sekretarce kazałem o mój nr zapomnieć, a następcy na
pytanie o telefon powiedziałem krótko, że nie jestem zainteresowany
udostępnieniem kontaktu.
Zastanawiające, że tacy goście 'rotują' tak szybko...

W sumie ten ostatni zapłacił za błędy poprzednika, bo mógł to być całkiem
przyzwoity człowiek.


Jurek M.
Jotte
2009-03-10 17:07:57 UTC
Post by Jurek M
Post by Jotte
Post by Jurek M
się, pojechałby sam. Za nadgodziny i dojazd miałem zapłacone zgodnie z
ustaleniami. I było ok.
Uczciwe reguły, nieprzekraczanie ich jednostronnie to komfort pracy,
bardzo cenny i chyba dość deficytowy.
Na początku zatrudnienia zawsze występuje 'próba sił' m. pracownikiem, a
jego przełożonym.
Zarówno jeden jak i drugi, testują na ile jeden w stosunku do drugiego
mogą sobie pozwolić.
To się nazywa "rozpoznanie walką". ;)
A ja często wolę metodę na durnia.
Niech frajer nie wie ile ja wiem, niech się odsłoni, co i jak robi, a potem
w łeb go. :)
Post by Jurek M
Trafisz na chama bez zasad, wtedy jest to nie możliwe. Mało tego, dobrze
wówczas rejestrować wszystkie kontakty z takim osobnikiem. ;)
To na pewno.
Post by Jurek M
Post by Jotte
to nowy zwierzchnik. No i się zaczęło. Sytuacje zupełenie kuriozalne,
np. sobota jestem w drodze na jakiś weekendowy wypad, a tu telefon,
że coś potrzeba extra na poniedziałek. Olewam, oczywiście. W
poniedziałek jakieś pretensje. Olewam. Ale to nie jeden raz. Poza tym
telefony w czasie prywatnym z głupimi pytaniami.
W dużej mierze takie zachowanie (a właściwie brak zachowania) idzie w
parze z brakiem życia prywatnego (rodzinnego), innych zainteresowań,
niezwiązanych z pracą.
On tego po prostu nie czuł, że tak nie wypada, nie nalezy robić.
Chyba nie tylko. On myślał, że jemu tak wolno, że ma prawo i że to normalne.
Nie pojął nawet jak jasno powiedziałem, ze sobie nie życzę.
Tak bywa z kmiotstwem jak im jakąkolwiek włądzę czy namiastke władzy dać do
brudnych łap.
Post by Jurek M
Post by Jotte
Nie mogłem zmienić numeru, bo sporo osób zamawiających u mnie różne
usługi go znało, często dzwoniono z czyjegoś polecenia więc nie
mogłem (czyt. nie opłacało mi się) także nie odbierać nieznanych
numerów. Uwagi nie działały, zawsze sytuacja była "bardzo strasznie
ważna".
Czy jest na to sposób? Może odpłacać upierdliwemu szefowi pięknym za
nadobne? ;) Dzwonić z byle pierdołą o różnych porach dnia i nocy...z
tym, że on może nawet nie zauważyć różnicy (skoro ma wyprany mózg...),
bo cała doba to dla niego dzień pracy. ;)
No ale to sam sobie zrobisz źle.
Post by Jurek M
Post by Jotte
własnością jest czas poza godzinami pracy. Fochy, obraza, itp. Olałem.
A potem on też odszedł, sekretarce kazałem o mój nr zapomnieć, a
następcy na pytanie o telefon powiedziałem krótko, że nie jestem
zainteresowany udostępnieniem kontaktu.
Zastanawiające, że tacy goście 'rotują' tak szybko...
W sumie ten ostatni zapłacił za błędy poprzednika, bo mógł to być całkiem
przyzwoity człowiek.
Nie wiem dokładnie dlaczego odszedł.
--
Jotte
Jurek M
2009-03-11 18:43:14 UTC
Post by Jotte
Post by Jurek M
On tego po prostu nie czuł, że tak nie wypada, nie nalezy robić.
Chyba nie tylko. On myślał, że jemu tak wolno, że ma prawo i że to normalne.
Skądś to jego przekonanie się wzięło. Przecież się z tym nie urodził. ;)
Post by Jotte
Nie pojął nawet jak jasno powiedziałem, ze sobie nie życzę.
Tak bywa z kmiotstwem jak im jakąkolwiek włądzę czy namiastke władzy dać do
brudnych łap.
Prawdziwą władzę zawsze dzierży główna księgowa z informatykiem.
Oni najszybciej mogą powalić firmę, albo 'cudownie' poprawić jej kondycję :)))

Reszta to namiastka...

Jurek M.
grom@x
2009-03-09 08:26:11 UTC
Post by Kaizen
Post by Jotte
Czy pracownikowi, który - jak twierdzisz - nie pozostaje w dyspozycji
pracodawcy w czasie np. zakładania ubrania roboczego albo przemarszu z
szatni do maszyny pracodawca może wydać polecenie służbowe?
Może - tak samo jak spotkanemu na ulicy w niedzielę albo takiemu,
który właśnie przyszedł do kadr przynieść zwolnienie lekarskie.
tak samo może chcieć wpaść na imprezę do teściów pracownika i zacząć
opierdzielać za czegos zrobienie/niezrobienie itp.
weź mnie nie rozśmieszaj. W pracy - jest przełożonym i jakaś zależność
istnieje (ale pracując przy maszynie obracającej się w prawo żeby taki
przełozony nie wiem jak krzyczał to w lewo sie nie obróci, prawda? czyli
nie zawsze jego gadanie jest skuteczne)
Ale w czasie wolnym od pracy? niech spada na drzewo, jest wtedy
dokładnie takim samym człowiekiem jak ja. I wtedy może mu się chcieć cos
tam zrobić. Niech sobie robi, co mnie to interesuje. On może, ja nie muszę.
oczywiście co innego w pracy
Post by Kaizen
Chcesz podważyć - odwołaj się do Trybunału Europejskiego od takich orzeczeń SN
chyba czegoś nie rozumiem, jakie znowu orzeczenie sądu najwyzszego w
sprawie wydawania poleceń slużbowych??? mógłbyś to rozwinąć?
Herald
2009-03-11 09:46:40 UTC
Post by ***@x
Post by Kaizen
Post by Jotte
Czy pracownikowi, który - jak twierdzisz - nie pozostaje w dyspozycji
pracodawcy w czasie np. zakładania ubrania roboczego albo przemarszu z
szatni do maszyny pracodawca może wydać polecenie służbowe?
Może - tak samo jak spotkanemu na ulicy w niedzielę albo takiemu,
który właśnie przyszedł do kadr przynieść zwolnienie lekarskie.
tak samo może chcieć wpaść na imprezę do teściów pracownika i zacząć
opierdzielać za czegos zrobienie/niezrobienie itp.
weź mnie nie rozśmieszaj.
Czy nie zauważyłeś podtekstu tego zwrotu Keizena w kierunku Jotte?
To ironiczne wyrażenie ze strony Keizena.
Gdybyś pomyślał przy czytaniu posta Keizena, zrozumiałbyś że wydawanie
poleceń pracownikowi przez przełożonego który przyszedł do kadr złożyć
"ZLA" ma taki sam skutek/efekt jak wydanie tego samego "polecenia" na ulicy
w niedzielę podczas wymijania się.
Post by ***@x
Post by Kaizen
Chcesz podważyć - odwołaj się do Trybunału Europejskiego od takich orzeczeń SN
chyba czegoś nie rozumiem,
Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Nie rozumiesz.
Post by ***@x
jakie znowu orzeczenie sądu najwyzszego w sprawie wydawania poleceń slużbowych???
Przeczytaj jeszcze raz część posta Keizena, przed tym wyrwanym z kontekstu
fragmentem.
Zrozumiałaś już?
Jotte ma wedle tego albo zacząć sobie pisać na pręgi albo podważyć wyrok SN
w sprawie "czasu pracy od stawienia się na stanowisku pracy do jego
opuszczenia".
Post by ***@x
mógłbyś to rozwinąć?
Kumasz bazę czy jesteś głupszy od Jottego?
Bo ten to tylko się pieni :))))
grom@x
2009-03-11 11:15:11 UTC
po pierwsze dowiedz się co znaczy słowo "ironia".
a po drugie spróbuj je zrozumieć.


Reszty nawet komentować mi się nie chce. Jeżeli chodzi o czytanie z
rozumieniem - polecam ci dokładnie się do tego zastosować.

A co do wyroku sądu - skoro ma taki byc podważony to znaczy że już jakiś
przynajmniej jeden istnieje. Więc co za problem podać go jako przykład?
Bo jak nie ma, to znaczy że mamy fałszywe przesłanki.
i niepotrzebnie bijesz pianę, wyluzuj
Jotte
2009-03-11 21:14:09 UTC
Post by ***@x
po pierwsze dowiedz się co znaczy słowo "ironia".
a po drugie spróbuj je zrozumieć.
Reszty nawet komentować mi się nie chce.
A ja niepotrzebnie straciłem czas.
Nie pierwszy raz...
Post by ***@x
A co do wyroku sądu - skoro ma taki byc podważony to znaczy że już jakiś
przynajmniej jeden istnieje. Więc co za problem podać go jako przykład?
Niektórym problem.
Niektórym problem napisać coś jasno, z sensem, bo mądrze to już faktycznie
za duże oczekiwania.
Głupie gadanie głupoty nie zamaskuje. Do maskowania głupoty bardzo dobrze
służy znane przysłowie: milcząc głupi ujdzie za mądrego.
--
Jotte
Noe Bat
2009-03-12 07:30:47 UTC
Post by Jotte
Post by ***@x
po pierwsze dowiedz się co znaczy słowo "ironia".
a po drugie spróbuj je zrozumieć.
Reszty nawet komentować mi się nie chce.
A ja niepotrzebnie straciłem czas.
Nie pierwszy raz...
Post by ***@x
A co do wyroku sądu - skoro ma taki byc podważony to znaczy że już jakiś
przynajmniej jeden istnieje. Więc co za problem podać go jako przykład?
Niektórym problem.
Niektórym problem napisać coś jasno, z sensem, bo mądrze to już faktycznie
za duże oczekiwania.
Głupie gadanie głupoty nie zamaskuje. Do maskowania głupoty bardzo dobrze
służy znane przysłowie: milcząc głupi ujdzie za mądrego.
Długo tak jeszcze będziesz tutaj mędrkował ?
Jotte
2009-03-12 13:37:38 UTC
Post by Noe Bat
Długo tak jeszcze będziesz tutaj mędrkował ?
Zgaduj, masz 3 próby.
Podpowiem, że pewnie dłużej niż ty będziesz tu trollował.
--
Jotte
Noe Bat
2009-03-13 13:37:53 UTC
Post by Jotte
Post by Noe Bat
Długo tak jeszcze będziesz tutaj mędrkował ?
Zgaduj, masz 3 próby.
Sam se próbuj
Post by Jotte
Podpowiem, że pewnie dłużej niż ty będziesz tu trollował.
Rozumiesz co piszesz ?